Widżet Tabela

Widżet Tabela wyświetla wydarzenia w formie stronicowanej tabelki. Poza podstawowymi informacjami (nazwa i data imprezy) widżet może wyświetlać dodatkowo kolumny zawierające: tagi, lokalizację, kategorię oraz organizatora. Można również określić liczbę wierszy, wyświetlanych na jednej stronie.

 

Podczas generowania widżetu Tabela istnieje możliwość określenia, jakie  informacje o wydarzeniu  mają zostać zawarte w widżecie:

  • lokalizacja, w której odbywa się wydarzenie
  • kategoria, do której przypisana jest impreza
  • tagi charakteryzujące wydarzenie
  • organizator wydarzenia

Przedstawiony obok widżet został osadzony za pomocą JavaScript, dzięki czemu możliwe jest osiągniecie efektu opływania tekstu wokół widżetu (widżet doskonale integruje sie ze stroną).

W dalszej części strony przedstawiono dwa widżety osadzone za pomocą IFRAME. Widżety nieco gorzej integrują się ze stroną, jednak w niektórych sytuacjach integrację można uznać za wystarczająco dobrą, szczególnie jeśli widżet zajmuje cała szerokość strony.

Pierwszy z widżetów ma standardowe style CSS, drugi z nich ma dostosowany wygląd za pomocą CSS. Zmienione zostały kolory oraz szerokości kolumn, dzięki czemu widżet dopasowany jest do szerokosci strony (bez tych modyfikacji byłby znacznie węższy).

Należy pamiętać, iż tylko jeden widżet Tabela może zostać osadzony poprzez JavaScript na jednej stronie. Jeśli chcemy mieć ich więcej, pozostałe muszę być osadzone poprzez IFRAME, tak jak zostało to zrobione w naszym przypadku.

W celach demonstacyjnych, widżety osadzone są w przykładowym artykule, wywiadzie z Szymonem Majewskim.

Przykład 2 i 3

Ogromne ciemne okulary, puchowa biała czapa, a z niej wystaje jedynie charakterystyczny nos. Przepoczwarzony szpieg z Krainy Deszczowców, tajemniczy Don Pedro? Nie. To po prostu Szymon Majewski, a w zasadzie jego kolejna szalona odsłona. Nie ma co, nawet umówiwszy się na sieriozną rozmowę, taką z kategorii ciężkiej, w której właściwe są pytania o sens życia, nasz bohater całym sobą komunikuje, że w jego życiu sensu jest tyle, ile sprowokowanego śmiechu otoczenia.

- Możemy mieć problem, bo ja bardzo dużo mówię i trudno mi przerwać - oznajmia na dzień dobry, jakby chciał uprzedzić ewentualne pytania o ADHD.

- Damy radę.

- A czy ja mogę mówić na ty?

- Jasne! A ja?

- Mhm...

- W takim razie powiedz, jak sobie wyobrażasz siebie za 10 lat, kiedy na twojej twarzy będzie widać każdą zmarszczkę?

- Ale już są widoczne. Tylko teraz mam wielkie, ciemne okulary, które zasłaniają mi całą twarz (Szymon powoli zsuwa cyngle).

- Nie jest jeszcze tak źle.

- Jak nie? Worek pod oczami, kurze łapki. Ślady starości są. Natomiast nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Trudno jest sobie zaplanować przyszłość. Raczej poddaję się chwili. Nie analizowałem nigdy głęboko, co może być za 10 lat. Cieszę się tym, co mam teraz. Kurczę, wiesz, będzie może łatwiej powiedzieć, czego bym nie chciał.

- Czego?

- Nie chciałbym zgorzknieć. Nie chciałbym w to popaść niezależnie od sytuacji zawodowej bądź osobistej. Ciężko słucha mi się wywiadów z ludźmi, którzy wspaniale się prezentowali w czasie sukcesów i zaszczytów. A jak zeszli na boczne tory, nagle zatracili radość, błysk w oku. Mówię głównie o ludziach mediów. Bo media są taką zabawą, która strasznie uzależnia, daje adrenalinę, radość i poczucie, że wszyscy ciebie chcą. Masz złudzenie, że jesteś towarem pierwszej potrzeby, że ludzie nie wytrzymają bez Majewskiego, jak bez umycia zębów rano.

- Jesteś sobą zachwycony?

- Niestety, prawda jest taka, że "zachwycenie sobą" do tej pracy jest potrzebne. Na serio. No nie patrz tak mnie. Mam wrażenie, że nie bawiłbym tylu ludzi, gdybym choć trochę nie był sobą zachwycony. No, troszeczkę!

- Trochę to próżne.

- Wiesz, no nie będę tam sobie not wystawiał. U mnie to jest w granicach rozsądku.

- Wróćmy zatem do przyszłości - Twojej przyszłości.

- Jeszcze nie udało mi się udzielić wywiadu, w którym bym się skarżył na cały świat. I zastanawiam się, jak to zrobić, żeby taki moment nie nadszedł, żeby nie jęczeć. Bo jeżeli teraz zarażam ludzi radością, to dlaczego mam ich potem zarażać jęczeniem? Jęczenia w naszym kraju jest strasznie dużo. Po prostu każdy jęczy. Ja też generalnie jęczę, ale nie zatruwam tym innych.

- Nie pomyślałeś, że taki jękliwy Majewski byłby bardziej zabawny? Chociaż z drugiej strony, kto chciałby oglądać wyleniałego trefnisia! Powiedz, kiedy człowiekowi nie wypada już robić pewnych rzeczy?

- Janusz Weiss mi powiedział, że można być brykającym trzydziestolatkiem, czterdziestolatkiem, ale nie pięćdziesięciolatkiem. Chciałbym oczywiście być fajnym panem, w okolicach pięćdziesiątki trochę przyprószonym siwizną, w miarę dobrej kondycji. Chciałbym, ale...

- ...nie wiadomo, co się w życiu przytrafi?

- W Polsce, zwłaszcza teraz, w okresie recesji, prezentowanie dobrego samopoczucia może być uznane za grzech i przejaw lekkiego chamstwa. Dlaczego się facet obnosi z tym, że jest fajnie i wesoło, skoro ludzie tracą pracę, rozumiesz? Ale też nie mogę chodzić w cudzych butach. Miewałem różne trudne momenty w życiu. Kurde, zawsze miałem ten element, hmm... Cholera, zabawy? Tak. Mogę powiedzieć, że zabawa mnie ukształtowała i to jest moja praca. Ja robię w śmiesznym i chcę robić zawsze.

- A zastanawiałeś się nad sytuacją, kiedy już nie będziesz mógł robić w śmiesznym? Każdy wagonik ma swoją stację docelową. Gdzie jest Twoja? Jaki masz plan B?

- Wiesz, są ludzie, którzy biorą gazetę, czytają i wiedzą, jak zainwestować. A ja czytam i nie wyciągam żadnych wniosków, nic do mnie nie dociera. Słuchaj, każdy powinien robić to, co potrafi najlepiej. - A jak skończy się zabawa i okaże się, że nic innego nie umiesz?

- Próbujesz zasiać niepokój w moim ustatkowanym życiu. Mam dwudziestoletnie doświadczenie i naprawdę bywały momenty, kiedy pisałem piosenki, prowadziłem imprezy. O, wesele mogę poprowadzić! Dacie mi stronę w swojej gazecie i wam to bardzo ładnie zrobię. Mogę robić sporo rzeczy, chociaż wiem, że może byłoby z tym trudno. Nie mam planu B, rzeczywiście.

- Jak długo pociągniesz żywot showmena?

- Nie wiem. W komercyjnej telewizji jest prosty przekaz: ludzie chcą oglądać brykającego faceta, to go oglądają. A jak nie chcą, to dobranoc! Jeżeli robimy coś ze swadą i przekonaniem, to mam wrażenie, że wtedy nie ma żadnej granicy. A jeżeli zaczynamy się w tym czuć sztywno i fałszywie, to koniec. I dziadek idzie w odstawkę.

- Nie mówię o procesie biologicznym, tylko o mentalnym. Element starzenia się to stan umysłu. Słuchaj, przyszedł do nas jeden taki do pracy i mówi: "Cześć, jestem ten i ten. Po pierwsze, nie podoba mi się to, co robicie. Po drugie, jestem zajebisty. A po trzecie, to nie jestem tani". I on miał dwadzieścia parę lat, rozumiesz! Kolczyki w nosie, superpasek, ekstra spodnie. I sobie pomyślałem, że to jest właśnie stary dziad. On nie widział radości i zabawy w pracy, tylko sumę pieniędzy. Ludzie, którzy zaczynają myśleć o swojej pracy jak o czystym zysku, są starymi dziadami. Generalnie, życzyłbym wszystkim, żeby jak najdłużej byli po prostu dziećmi. Dosłownie, ze wszystkimi konsekwencjami. Nie mówię o kompletnym braku odpowiedzialności ani o tym, że ma nastąpić jakaś totalna infantylizacja. Ale mam wrażenie, że wiele rzeczy udaje nam się, kiedy robimy je z radością i ufnością dziecka. A ten koleś był tego zaprzeczeniem. Był wykalkulowany jak kalkuator, jak komputer, jak muzyka base, której nie lubię. Wolę takich Rolling Stonesów, którzy się bawią, cieszą. Mimo że są dziadkami. Na koncercie stałem pięć metrów od Jaggera i widziałem, jak on się rusza. Jakby miał miednicę z kauczuku. I mówię do córki: "Kurczę, kapitalnie! Chciałbym mieć tak fajnie działającą miednicę w jego wieku." Jagger jest dla mnie ideałem. To jest moje marzenie być takim Jaggerem!

- A nie wiecznym młodzieńcem?

- W słowie wieczny młodzieniec jest coś idiotycznego i żenującego. To brzmi karykaturalnie. Kojarzy mi się z takimi pączkami w maśle, zjaranymi na maksa w solarium. A młodość to zadowolenie, beztroska. Wiesz, ja nie mam żadnej licencji na dorosłość. Nie mam egzaminu dojrzałości. Znaczy mam, ale na lewo zdany w wieczorówce. Nigdy nie byłem na studiach, więc odnoszę wrażenie, że jeszcze trwają czasy licealne. Rozumiesz? Nie dostałem glejtu na dorosłość. Możliwe, że jestem jak bohater nowego filmu Brada Pitta, który się cofa. Nie wykluczam, że za 15 lat ludzie zobaczą mnie ze smoczkiem, misiem i w pieluchach. Naprawdę. Może to jest tak?

- A to, że założyłeś rodzinę, nie było licencją na dorosłość?

- No, może trochę. I wiesz, ja z tych wszystkich obowiązków się wywiązuję raczej nie najgorzej. Na pewno popełniam błędy jako ojciec, ale na każdym etapie z dziećmi byłem. Jednocześnie udało mi się nie zgubić ciekawości, radości w sobie, czegoś, co nie pozwala mojemu umysłowi się starzeć. Ja mam wrażenie, że można być dorosłym, mieć rodzinę, konto, umieć wykonać przelew, wysłać poważnego SMS-a, i czuć się młodo, świeżo i radośnie!

- A może to wynika stąd, że nie masz trosk pod tytułem "jak związać koniec z końcem"?

- Ale ja miałem takie problemy! Mama, która wychowywała mnie razem z dziadkiem, miała 800 zł emerytury i w domu się nie przelewało. I teraz ciągle mówię swoim dzieciom: sto złotych to nie jest tylko sto złotych, to jest aż sto złotych!

- Czuję tu jakiś dydaktyczny smrodek. Czy ojciec, który zawodowo się wygłupia, może mieć w ogóle autorytet? A może w domu, a' rebours, co byłoby poniekąd naturalne, to już nie jest Szymon Majewski show, tylko drama?

- Ani drama, ani show. Prawdopodobnie nie jestem innym ojcem niż ci, którzy chodzą w garniturach, z teczką. Jakoś tam się różnimy. Zapewne oni coś stracili, ale coś ich dzieci dzięki temu zyskały. Moje mają teraz 15 i 16 lat. To wiek, w którym ojciec przestaje być guru. W sumie nigdy takim nie byłem, ale one już nie są wpatrzone we mnie tak, jak jeszcze dwa-trzy lata temu. To trudny moment, w którym ojciec zaczyna być kontestowany, analizowany i czasami ośmieszany.

- Ciekawi mnie, jak to wygląda.

- Na przykład mówią: "Nie zakładaj tych spodni! Po co na siłę próbujesz się odmłodzić?". Ja odpowiadam: "Tak się teraz nosi. Chcecie, żebym założył garnitur?". A one: "Nie, ale po co ci spodnie z obniżonym krokiem?". Niekiedy moja duma bywa urażona i boleśnie znoszę niektóre rzeczy. Zresztą mam wrażenie, że to nie my wychowujemy dzieci, ale one nas. Zmieniają się i nasze rodzicielstwo też się powinno zmieniać. Ostatnio chciałem już dzwonić do Superniani, żeby mi powiedziała, co robię źle. Człowiek medialny, który jak ma problem z policją, dzwoni do Fajbusiewicza, a jak jego syn klnie, to do Durczoka... Nie, no dobra, żartuję...

- Widzę, że w domu to nie Ty jesteś tym złym policjantem?

- Ja próbuję być, ale... Żonie to lepiej wychodzi.

- Jakie mają sposoby na Ciebie?

- Wystarczy, że widzę te ich oczy. Takie błagalne… Jak oczy kota ze "Shreka".

- Z kim łatwiej Ci się dogadać - z ludźmi w Twoim wieku czy z młodszymi?

- Ostatnio odwiedziłem gimnazjum i wśród tych młodych ludzi czułem się kapitalnie. Wiedziałem, co myślą: o, przyszedł Majewski, który kompletnie zlał szkołę, nie poszedł na studia, unikał wojska, a jednak odniósł jakiś sukces. Widziałem w ich oczach oczekiwanie, że powiem: ludzie, chrzańcie to! Nie idźcie do szkoły, tylko nad Wisłę, napijcie się wina w krzaczorach. I lęk w oczach nauczycieli.

- O, czujemy odpowiedzialność! Co im mówisz?

- Mówię: słuchajcie, błagam was, wprawdzie jestem jakimś przykładem, ale to jest tak jak z losem na loterii. Nie przykładajcie tej matrycy do swojego życia. Oni chcieliby usłyszeć: nauczyciele, paszli! Zdaję sobie z tego sprawę i ważę słowa.

- Jednak są momenty, w których czujesz się stary!

- Poczułem starość, kiedy nagle ktoś rzucił pytanie: "Panie Szymonie, a jak było w stanie wojennym?". I sobie myślę: ja pierniczę, rzeczywiście! Oni mają po 15 lat. Urodzili się wtedy, kiedy ja już dwa lata pracowałem. I dla nich stan wojenny jest jak dla mnie II wojna światowa! W takich chwilach myślę o przemijaniu. Bo stan wojenny nie jest ich doświadczeniem, tylko moim. Słynne pojawianie się generała Jaruzelskiego zamiast Barbapapy bądź misia Kolargola było dla mnie szokiem. O, to będzie moja nowa kreskówka? Dlaczego pojawia się jakiś facet? To nowy bohater bajki? Żwirek i Muchomorek tak będą teraz wyglądali? I to było moje doświadczenie. Ich to nie dotyczy. Wtedy odczuwam przemijanie.

- Przykre, co?

- Przykre. Ale wtedy też odczuwam tak rozkoszną rzecz, którą miał prawdopodobnie mój dziadek, opowiadając mi o wojnie. Poczucie kombatanctwa. Mogę im pokazać 15-centymetrową bliznę po wyrostku, powiedzieć, że jestem ofiarą komuny, bo prawie zszedłem w wieku 18 lat. W komunistycznej służbie zdrowia nie rozpoznano u mnie wyrostka robaczkowego i odesłano do domu. Po trzech dniach trafiłem do szpitala z zapaleniem otrzewnej. Jestem więc ofiarą reżimu.

- Ale przemijanie to nie tylko kombatanctwo. Z czym Ci się jeszcze kojarzy?

- Zawsze starość odmierzałem nazwami leków. Ze starością dziadka kojarzyły mi się alugastrin i raphacholin - leki na nad-kwasotę. Zastanawiam się, jakie nazwy leków będzie miała moja starość. Mam nadzieję, że nie będą to prozac i viagra naprzemiennie.

Źródło: http://www.polskatimes.pl/artykul/91305,szalona-odslona-szymona,id,t.html