Portal

Lokal w centrum Białegostoku działa od pół roku. Jest nowoczesny i jasny, urządzony w kolorach ziemi, ożywionych zielenią wasabi. Od kilku tygodni w dni robocze w samo południe na bufecie pachnie i kusi to, co kuchnia tego dnia ma najlepszego, a więc pięknie wyeksponowane japońskie przekąski (spring rollsy, pierożki, kimchi), zupy np. miso lub sezonowa (tej jesieni dyniowa), różnorodne rolki sushi, a także deser. Przychodząc na lunch klient może wybrać co chce i w dowolnej ilości. Jest to tak duża nowość na lokalnym ryku gastronomicznym, że najczęstsze pytania jakie słyszy ostatnio obsługa brzmi: „Czy można dokładkę w cenie?”, na co kelnerzy cierpliwie odpowiadają: „Nawet siedem, albo i więcej”.

Coraz więcej Polaków jada poza domem. Według tegorocznego raportu Nielsena – obiad w lokalu wybiera nawet 80 proc. z nas, co sprawia, że jesteśmy już pod tym względem pierwsi w Europie. Trend ten widoczny jest nawet w miastach gdzie zarobkom większości mieszkańców daleko do średniej krajowej, tak jak w Białymstoku. Osoby wychodzące z pracy na lunch chcą zjeść smacznie, zdrowo, niedrogo i szybko. I właśnie z tym szybko różnie bywa. Jeżeli posiłek ma być świeżo przygotowany, trzeba na niego zazwyczaj poczekać co najmniej kwadrans.

- Lunch sushi rozwiązuje ten problem. Przygotowuje się go wcześniej, podaje na zimno. Dokładnie w samo południe bufet wydaje dania i czeka na głodnych. Nawet jeśli klient ma tylko kilkanaście minut, u nas jest w stanie wybrać sobie to co lubi i zjeść świeży, wartościowy posiłek – mówi Urszula Olechno, współwłaścicielka Koku Sushi. – Wpadliśmy na pomysł z otwartym barem, ponieważ sami z mężem najczęściej jadamy poza domem i przeważnie bardzo się spieszymy. Oczekiwanie na wydanie dania dłuży się wtedy w nieskończoność…

Na bufecie w Koku Sushi serwowane są rolki, których trudno szukać w karcie. Próbując sushi w porze lunchu można się spodziewać kulinarnych eksperymentów i najnowszych fascynacji Sushi Chef'a, który ma tu pole do popisu. Serwuje więc bardziej wymyślne rolki z egzotycznymi składnikami jak np. smażony lotos, wakame goma, czy śliwkowy hoisin. Jest to też okazja, by spróbować czegoś, czego byśmy nie zaryzykowali przy zamówieniu zestawu z karty. Można bowiem wziąć na talerz po jednym kawałku każdego rodzaju rolki i posmakować nawet tego, co na pierwszy rzut oka wydaje nam się dość osobliwe. Daje to możliwość poznania nietypowych zestawień smaków i niecodziennych dodatków. Właściciele lokalu zapewniają, że przez cały czas lunchu, czyli w godzinach od 12 do 16 bufet będzie pełny i na bieżąco uzupełniany.

Koku Sushi to największa sieć serwująca japońskie jedzenie w kraju. Pod jej szyldem działa 20 lokali w 17 miastach. Pierwszy sushi bar powstał 15 lat temu w Białymstoku. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to Koku Sushi miało chyba największy wpływ na edukację białostoczan w kwestii japońskiej kuchni i kultury, nie tylko kulinarnej, na pewno zaś wpłynęło na ich upodobania i przyzwyczajenia jeśli chodzi o sushi. Dzięki restauracjom sieci mogli dowiedzieć się na przykład, że sushi tłumaczy się jako zakwaszony ryż, a shasimi to surowa ryba. Samo słowo koku oznacza zaś jednostkę miary. Określa się nią roczną porcję ryżu jaką zjada przeciętny Japończyk. W koku podawano także ładowność statków krążących z żywnością między wyspami kraju kwitnącej wiśni. Sieć z Białegostoku przez ostatni rok wydała we wszystkich swoich lokalach 144 tony ryżu.

Reklama
null